Biblioteka PK przedstawia: Porwane. Boko Haram i terror w sercu Afryki. - Wolfgang Bauer

Wolfgang Bauer, niemiecki korespondent wojenny Die Zeita, dotarł do miejsca, do którego nikt z nas nie wybierze się na wakacje. Do punktu na mapie, który zaistniał w mediach na chwilę, by potem zająć stałe miejsce w wyobrażonej przestrzeni europejskiego nigdzie. To miejsce, przeładowane informacjami o „niebezpiecznej” Afryce i Bliskim Wschodzie, zgrabnie wtapia się w tło terroru, który dzieje się bardzo daleko stąd.

Bauer pisze wprost „wielu Europejczyków nie jest w stanie zlokalizować Nigerii na mapie. Nie mamy żadnych związków z tym krajem. Żadna słynna gwiazda Hollywood, żaden sportowiec, którego nazwisko byśmy znali, żaden używany przez nas markowy produkt nie pochodzi z Nigerii”.

Nigeria to położone pomiędzy Sahelem a Atlantykiem miejsce styku muzułmańskiego świata Afryki północnej z chrześcijańskim południem. Konglomerat 514 grup etnicznych, zamieszkały przez 190 milionów mieszkańców. Była kolonia brytyjska podzielona niegdyś na Protektorat Południowej Nigerii i Protektorat Północnej Nigerii. Republika od 1980 r..

„Ten kraj zna wiele okropieństw”, pisze Bauer, „w wielkich miastach rocznie umierają tysiące ofiar napadów rabunkowych. Ludzie giną w wojnach ulicznych gangów w Lagos. Strony tytułowe gazet donoszą o okultystycznych mordach rytualnych (…) Na chrześcijańskim południu radykalni protestanci żądają zabijania dzieci opętanych przez diabła. Terrorystyczne zbrodnie Boko Haram, które zaczęły się w latach 2010 i 2011, były tylko jednym z takich okropieństw.”

Dzisiaj oficjalna nazwa Boko Haram to Wilajat Garb Afriqija, który od 2014 r. funkcjonuje, jako część Islamskiego Państwa Iraku i Lewantu. Choć różnie interpretowane, popularne określenie Boko Haram, zaistniało w zachodnich mediach, jako nazwa dosyć opisowa: „zachodnia edukacja to grzech”. Boko haram to zlepek 2 słów z 2 różnych języków, gdzie haram pochodzi od arabskiego „zabronione”, a boko to w języku hausa znaczy „fałszywy”. W dyskursie nigeryjskich ugrupowań fundamentalistycznych bazujących na islamie nazwa ugrupowania Boko Haram odnosi się bezpośrednio do zachodniej, tj. świeckiej edukacji, która utożsamiana jest z grzechem i stoi w sprzeczności z interpretacją wiary dominującą wśród wspomnianych ugrupowań.

Boko Haram, jednakże rozpoczęła działalność, jako jak to określa Bauer „pokojowa grupa poszukiwaczy sensu”, później dopiero zmieniła się w partyzantkę antyrządową, a następnie zmutowała w mniej lub bardziej konwencjonalną armię liczącą 50 tys. żołnierzy. W 2014 r. dołączyła do sieci Państwa Islamskiego razem z większością innych organizacji terrorystycznych Afryki Zachodniej i opanowała niemal całą północ Nigerii, wzdłuż granic z Czadem i Nigrem. Wdarła się do Kamerunu i łącznie zajęła obszar wielkości Belgi (30 528 km kwadratowych), jedna dziesiąta obszaru Polski, 20% obszaru Nigerii. Przed Boko Haram ucieka obecnie 7 mln ludzi, a wiele tysięcy popadło w niewolę, ale jak zauważa Bauer„w tym konflikcie większość zabitych i tak się nie liczy”.

W tym samym roku organizacja uprowadziła 276 dziewczyn z internatu w Chiboku, które do dziś wraz z tysiącami innych kobiet, dziewcząt i dziewczynek przetrzymuje w obozach dla niewolnic. Kilku lub kilkunastu z nich udaje się czasem uciec.

Niewolnictwo to fundament, na którym opiera się organizacja ugrupowania Boko Haram. Obozy dla kobiet znajdują się w lesie Sambisa, który do 2013 r. oficjalnie znajdował się na terenie parku narodowego, stanowiącego niegdyś atrakcję turystyczną Nigerii. Teraz, jak pisze autor, „zbliżanie się do lasu jest śmiertelnie niebezpieczne”, gdyż „najgroźniejszym mieszkańcem lasu jest człowiek. A dokładniej mówiąc: mężczyzna”.

Północny wschód Nigerii, region, gdzie znajduje się las Sambisa, jest zamieszkały przez analfabetów (trzy czwarte ludności). Ma największy odsetek dzieci nieuczęszczających do szkoły na świecie. Przeciętna długość życia to 52 lata (71 średnia światowa). Bieda obejmuje 76% obywateli. Ludzie żyją z tego, co sami wyhodują, przy czym tereny są nieurodzajne, a jedynie 24% gospodarstw ma dostęp do elektryczności.

To właśnie w północno-wschodniej Nigerii Bauer przeprowadza wywiady z 60 dziewczętami i kobietami, którym udało się uciec z obozów niewolnic Boko Haram i które obecnie zamieszkują ten teren. Narracja reportażu jest prowadzona podwójnie: reporter oddaje głos przede wszystkim kobietom, bez żadnych pytań oraz zbędnego komentarza. To przeplata się z jego odautorską narracją, przedstawiającą fakty dotyczące sytuacji geopolitycznej Nigerii oraz historii powstania formacji Boko Haram. Wywiady zostały przeprowadzone w lipcu 2015 i styczniu 2016. Sześć wywiadów przeprowadzonych z 8 kobietami i dziewczętami znajduje się w książce. Profesjonalne, czarno-białe zdjęcia uzupełniają słowną narrację, w którą uważnie wsłuchuje się Bauer. Talatu, Sadiya, Batula, Rabi, Sakinah, Clara, Lydia i Agnes opowiadają swoje życie jedna po drugiej. Prosto i bez ogródek. Bo chcą. Bo tego potrzebują.

„Porwane” to nie jest reportaż opiewający jego autora, pełen metafor i porównań zaczerpniętych z literatury pięknej. To próba rozliczenia się z rzeczywistością, która przerosła człowieka. Zarówno tego, który pisze reportaż, jak i tego, który przeżył piekło i o tym opowiedział. Nigeria ukazana w książce jest pozbawiona złudzeń. Fakty uderzają czytelnika jeden po drugim, odsłaniając kolejne oblicza kraju, do którego nikt nigdy nie zawita. Nawet z pomocą.

Relacje porwanych kobiet i dziewcząt pozwalają uświadomić sobie przede wszystkim, czym jest Boko Haram. W narracji kobiet często pojawia się stwierdzenie „ciemność nas uratowała”. Ta ciemność jest nasączona strachem i niedowierzaniem, że życie może być aż tak straszne. Boko Haram zmusza porwane do wysadzania się w zamachach samobójczych, torturuje i gwałci masowo. Do stycznia 2016 zamachy samobójcze przeprowadziło 120 dziewcząt, niektóre miały zaledwie 9 lat.

Wywiady, jak pisze autor, to przede wszystkim świadectwa o samych kobietach, które „wprowadzają nas w życie, które mimo Internetu i globalizacji nadal jest nam obce. Mówią o wioskach, których nazw nie potrafimy wymówić i które są zaznaczone tylko na nielicznych mapach. Relacje tych kobiet bolą. Również, dlatego, że pokazują, jak ograniczone jest wciąż jeszcze nasze spojrzenie. Jak wąski wycinek świata postrzegamy. Jak mizerne jest nasze rozumienie tego świata i tego czasu, który nazywamy swoim”.

Na podstawie narracji autora Nigeria jawi się czytelnikowi, jako biały punkt na mapie zbiorowej wyobraźni o świecie. Bauer krytykuje społeczeństwo Europy za brak większej świadomości. Za ignorancki styl życia oraz nastawienie na interesowny konsumpcjonizm i rozrywkę, która głównie koncentruje się na rozgrywkach sportowych. Sugeruje, że wiedzę na temat geografii i historii dostarczają nam amerykańskie superprodukcje, markowe przedmioty i turnieje piłki nożnej. Pokazuje, że rzeczywistość jest dużo bardziej skomplikowana niż to, jak ją sobie wymyślili ludzie Zachodu. Może być zła. I może przerażać. Może nie dać się zapomnieć. Gorzko komentuje europejski egocentryzm, a także egoizm poznawczy, który jego zdaniem do niczego nie prowadzi. Pisze, że my – współcześni mieszkańcy Europy „nie wychylamy się na zewnątrz, patrzymy do wewnątrz, głęboko w nasze serca i wciąż je na nowo badamy. Ale globalizacja zlikwidowała „zewnątrz”. Wielu z nas jeszcze tego nie zrozumiało. Albo nie chce zrozumieć, ze strachu”. Pytanie brzmi: przed czym?

„Koniec tej książki to nie koniec historii. Bo właśnie teraz, w tym momencie, wszystko zaczyna się od nowa, w małej wsi, która nie jest zaznaczona na żadnej mapie” pisze Bauer, kończąc wywiady i dodaje w epilogu, że „najgorszym ze wszystkich rozwiązań byłoby jednak: odwrócić głowę. Poddać się. Wpaść w wir bezsilności”. Czy właśnie tego boi się najbardziej człowiek zachodu?

Autor: Olga Sewiłło