Biblioteka PK przedstawia: Wszyscy wiedzą. O zabójstwach czarnych w Ameryce - Jill Leovy

Wszyscy wiedzą. O zabójstwach czarnych w Ameryce” to książka, która jest owocem reporterskiego śledztwa dotyczącego zabójstw w Los Angeles, spisana przez Jill Leovy – dziennikarkę śledczą „Los Angeles Timesa”, współzałożycielkę strony internetowej monitorującej liczbę morderstw. W publikacji najbardziej poraża wszechobecna obojętność. Zarówno ze strony mediów, społeczeństwa, państwa, jak i wymiaru sprawiedliwości. Obojętność, na której wyrosła bezwzględna wendeta. Mityczny obraz amerykańskiej policji rozmywa się w obliczu faktów przedstawiających fatalne zarządzanie oddziałami, wszechobecną biurokrację i wyposażenie dalekie od tego, którym mogłoby się poszczycić CSI znane szerokiej publice z filmów. Amerykańska policja przedstawiona jest w świetle zobojętnienia – nie ma nic wspólnego z nowoczesną, sprawnie działającą machiną. Rozwiązywanie spraw trwa zdecydowanie dłużej niż jeden serialowy odcinek, śledztwa prowadzone są pobieżnie, w pośpiechu, często zamykane w połowie drogi, niedokończone, pozostawiające sfrustrowane rodziny z niczym. Bezczynność wymiaru sprawiedliwości ukrywana jest pod wachlarzem bezwzględnych, tanich i łatwych działań „prewencyjnych”. Strzelaniny między czarnymi, bądź latynoskimi gangsterami i handlarzami narkotyków stały się tak częste, że zaczęły uchodzić za coś naturalnego, o czym często nawet nie warto wspominać w wiadomościach.

„Wszyscy wiedzą”. Wszyscy o tym mówią. Wszyscy znają sprawcę. Każda sprawa przypomina poprzednią i kolejną. O mordercy wie każdy mieszkaniec dzielnicy. Każdy, oprócz policji.

Jill Leovy stara się zbadać ogrom problemu, przytaczając mnóstwo danych, faktów, studiując tabele i statystyki, badając liczbę śmierci czarnych na przestrzeni dekad, a także analizując prawo karne Stanów Zjednoczonych. Próbuje odpowiedzieć na pytania: dlaczego tak mało spraw zabójstw czarnych zostaje rozwiązanych, a mordercy wciąż pozostają na wolności? Skąd próżnia stwarzająca przestrzeń dla prywatnych wojen?

Analizując historię Południa, autorka zwraca uwagę na czynniki pozwalające na rozwój przemocy. Po wojnie secesyjnej konfederaci przejmując kontrolę terrorem zmusili czarnych i ich popleczników do uległości, przygotowując tym samym grunt pod rasistowskie zachowania niepiętnowane przez prawo. Doświadczenie fragmentarycznie traktowanego prawa, będącego w wysokim stopniu „prawem ludzi białych” sprawiło, że czarni zaczęli postrzegać je jako przedłużenie kampanii terrorystycznej przemocy, która pozbawiła ich konstytucyjnych przywilejów. To z kolei pociągnęło za sobą przekonanie, że sprawiedliwość należy wymierzać samemu. Leovy wysuwa kilkukrotnie kontrowersyjną tezę o tym, że wezbrana przemoc znajduje się zawsze tam, gdzie państwo nie wykorzystuje swojego „monopolu na przemoc”. Podkreśla, że to historia pokazuje bezprawie jak swojego rodzaju porządek. Przytaczając przykłady kanadyjskich Innuitów bijących się z powodu plotek, Irlandzkich donosicieli, którzy mieli przestrzeliwane kolana, podkreśla fakt, że bez rozbudowanych struktur prawnych do społeczeństwa w naturalny sposób wkrada się samopomoc – pragnienie wyrównywania rachunków na własną rękę.

Podkreśla także, że środowiska, w których z dużą częstotliwością dochodzi do zabójstw, są do siebie podobne. Zwykle jest to sporne terytorium, w którym prawo jest kwestią względną, a ufność wobec władzy istnieje na poziomie marginalnym. Przyczyną wielu zabójstw stają się długi, rywalizacja o dobra materialne, a także o kobiety. Obraza, kradzież, niechciani goście – wszystko może spowodować podział na wrogie obozy i – w efekcie – morderstwa.

Z jednej strony autorka wskazuje na rolę biedy w kształtowaniu się przestępczości, pisząc o tym, że wielu biednych mieszkańców z „marginesu społecznego” żyje jedynie ze stanowego zasiłku wynoszącego kilkaset dolarów miesięcznie, co skłania ich do parania się handlem narkotykami, fałszowaniem czeków, nielegalną działalnością; z drugiej – że to nie ubóstwo decyduje o skali morderstw, lecz izolacja w ekonomicznie uzależnionej od siebie grupie. „Przestępczość rośnie wśród ludzi, którzy znaleźli się w pułapce ekonomicznej i są od siebie wzajemnie zależni, a nie wśród tych, którzy się często przemieszczają” pisze Loevy i przytaczając socjologa Douglasa Masseya podkreśla także, że czarni zawsze byli bardziej odizolowani niż jakakolwiek inna grupa rasowa, czy etniczna w Ameryce. W tym fragmencie książki wnioskuje, że to izolacja i czynniki zażyłości zdecydowały o tym, że wzrosła liczba morderstw. „Trzeba mieć powiązania z danymi ludźmi, by chcieć ich zabić. Trzeba współdzielić z nimi przestrzeń w małym, odizolowanym świecie” dodaje na koniec.

Książka porusza także ważny temat ochrony świadków. Stojąc przed wyborem obowiązku wobec państwa, a bezpieczeństwem swoim i rodziny, często wybierają nie narażać zdrowia i życia bliskich. Tym bardziej że prawo nie zapewnia im należytej ochrony. Każdy, kto spędził w strefie getta nieco czasu, wiedział, co może spotkać świadków. Byli celem zastraszania, niszczono ich domy, gwałcono, zabijano.

Sprawą przewodnią w reportażu Leovy jest zabójstwo syna jednego z policjantów, Bryanta Tennellego, której rozwiązanie powierzono detektywowi Johnowi Skaggsowi. Niestety, do warstwy fabularnej książki nie można nie mieć zastrzeżeń. Historia zabójstwa przeplata się z ogromną liczbą pobocznych, z fabularnego punktu widzenia, nieistotnych wątków, a na samych detektywów autorka poświęca zdecydowanie za dużo uwagi. Przedstawiając ich jako nieskazitelnych, białych bohaterów, wyróżniających się na tle okropnie działającego systemu, niczym synogarlice na szarym niebie, wielokrotnie wraca do bezpośrednich opisów charakterów policjantów, posługując się banalnymi stwierdzeniami takimi jak: „Właśnie to stanowiło klucz do jego sukcesu: emocjonalne podejście do pracy w wydziale zabójstw. Był na tyle odważny i wrażliwy, by przejmować się cierpieniem ludzi związanych z jego sprawami”, lub niezbyt trafionymi metaforami – tu moim faworytem jest opis ptaka porażonego przez linię wysokiego napięcia. Wśród policjantów nie został przedstawiony ani jeden negatywny bohater, co spotęgowało wrażenie zagubienia, zrzucenia winy na anonimowy system.

W czasie, w którym powstawała książka, odsetek morderstw wśród czarnych zaczął spadać. Zmianę tę, według autorki, wspomógł wzrost zasiłków wypłacanych najbiedniejszym czarnoskórym, reforma więziennictwa (przyznawanie SSI - Supplemental Security Income - więźniom, którzy wracają do społeczeństwa).

Przytoczone fakty i duża liczba danych nie sprawia jednak, że mam poczucie wykorzystanego potencjału. Bohaterowie przedstawieni zostali w stronniczy i nieco banalny sposób, a tło socjologiczne i historyczne nie wyczerpało tematu. Brakuje w niej skupienia się na wizerunkach, prawach, sytuacjach czarnych, zdecydowanie za dużo opisów poświęconych jest życiu prywatnemu detektywom i policjantom, co niestety wzbudza we mnie silne przekonanie, że książka zyskałaby niesamowicie, pozostając suchym reportażem, bez wprowadzania mydlącej oczy i miałkiej fabuły. Niewątpliwie jest to jednak książka, którą warto przeczytać i mieć na półce, by wracać do informacji i zawartych w niej imponującej liczby statystyk.

Autor: Ola Pakieła