Chcąc nie chcąc, musimy przyznać, że żyjemy w czasach politycznego i religijnego radykalizmu, dzielenia ludzi na lepszych i gorszych, biało-czarnego podejścia do społecznych, politycznych, ekonomicznych i kulturowych pojęć. Książka tureckiej socjolożki Nilüfer Göle „Muzułmanie w Europie. Dzisiejsze kontrowersje wokół islamu” trzymana przez mnie w rękach stała się obietnicą wyczekiwanego głosu rozsądku.
Publikacja powstała w wyniku badań socjologicznych, przeprowadzonych w dwudziestu jeden miastach Europejskich w latach 2009 – 2013. Badania skupiły się na Paryżu oraz Brukseli i miały na celu zbadanie kontrowersji związanych z przejawami obecności muzułmanów, oraz ich symboli w przestrzeni publicznej. Poza licznymi komentarzami odautorskimi, co — niestety — odbieram jako spory minus publikacji, autorka cytuje socjologów, publicystów, działaczy społecznych, a także świeckich i muzułmańskich intelektualistów. Oddaje często głos szaremu człowiekowi, przeprowadza krótkie wywiady z muzułmanami zamieszkującymi europejskie miasta, starając się ukazać niejednorodność kultury, przedstawić nowoczesne podejście do religijności i symboliki. Przyznam, że recenzja książki Nilüfer Göle sprawiła mi nie lada trudność. Z jednej strony — przeczytawszy z autorką wywiad w „Polityce” zatytułowany „Portret ze świnią”, dowiedziałam się, że celem publikacji było pokazanie dobrej twarzy islamu, oswojenie Europejczyków z inną kulturą i prosty przekaz — nawoływanie do tolerancji. Uważam się za osobę bardzo otwartą w kwestii innych kultur i różnych systemów światopoglądowych, nie mogę się nie zgodzić z celem postawionym przez Göle, jednak nie rozumiem, dlaczego nie poruszyła ona kwestii kontrowersyjnych, dlaczego nie przedstawiła problemu radykalizującej się młodzieży, problemu z trudnymi dzielnicami, czy też konserwatywnego podejścia do szariatu? Omijając niewygodne tematy, włożyła w usta oponentów wiele argumentów, z którymi postfactum ciężko będzie się skonfrontować.
Książka miała ukazać sposób, w jaki wokół islamu zmieniał się w Europie klimat polityczny i społeczny. Czy to ukazała?
Według mnie nie. Tytułowe „kontrowersje” nie zostały ukazane w sposób prawdziwie socjologiczny — autorka pozwoliła sobie na umieszczenie wypowiedzi osób o skrajnie innych od niej poglądach. Nie został także w żadnym stopniu poruszony temat ekonomiczny — co stanowi w wielu przypadkach główną „kontrowersję” w kontekście asymilacji odmiennych kulturowo osób.
Kolejnym aspektem, o którym należy wspomnieć, jest wybiórcze traktowanie wielu kwestii. Autorka, rekonstruując genezę współczesnej islamofobii, sugeruje wpływ średniowiecznego, chrześcijańskiego antymahometanizmu i arabofobii ery kolonialnej. Niestety, jednocześnie nie zagłębia się w historię — za to bardzo wiele stron książki poświęconych jest opisowi islamofobii jako projekcie walczących o elektorat współczesnych elit rządzących.
W przeważającej części książki autorka stara się przedstawić swoją tezę, że europejscy muzułmanie zmieniają się pod wpływem Europy, ale zmieniają też samą Europę. Opisuje to, że nie obawiają się oni pokazywać swojej odmienności w życiu publicznym. Doświadczają społecznego awansu, poprzez edukację i karierę stają się częścią nowej klasy średniej. Według autorki chęć awansu, powodzenie w pracy budzi w europejczykach niepokój, przyczynia się do powstania dyskursu nienawiści. Nie potrafię zgodzić się z tym, że jest to główną obawą europejskich obywateli. Tutaj jednak autorka również nie oddaje głosu oponentom ani muzułmańskim fundamentalistom.
Tematy, które w książce interesują najbardziej to zdecydowanie problem równouprawnienia płci oraz kwestia feminizmu.
Autorka przedstawia różne rozumienie pojęcia „feminizm”. Według niej, muzułmanki w demokratycznych krajach nie są feministkami w zachodnim rozumieniu, ale nie są też jak ich własne matki — decydują się zakrywać, nie po to, by podkreślić podległość, czy uprzedmiotowienie kobiety, lecz wręcz przeciwnie — by z poszanowaniem własnej religii ukazywać się jako kobiety nowoczesne i wyzwolone. Tradycyjnie hidżab miał na celu raczej ochronę przed męskimi spojrzeniami, umożliwiając segregację płci i ról życiowych. Był więc znakiem patriarchatu. Dzisiaj chusty noszone są również przez kobiety aktywne na polu zawodowym, mające wysokie aspiracje życiowe, działające w stowarzyszeniach etc. Nie należy nazywać tego emancypacją, ale innym pomysłem na życie – takim, który nie jest do końca zgodny ani z tradycją muzułmańską, ani z zaleceniami feministek.
To, co spodobało mi się w książce, to pytanie postawione na koniec. Czy niechęć muzułmanów wynika tylko z braku zadowalającej integracji, czy tak naprawdę klasyczny Obcy, choćby nie wiadomo jak się starał, zawsze będzie się czymś wyróżniał, bo nie jest Nami i jako Obcy nigdy nie zostanie zaakceptowany?
Mam wrażenie, że publikacja powstała o kilkanaście miesięcy za późno. Nie jest ona mapą drogową ukazującą konkretne rozwiązania służące pokojowemu istnieniu wyznawców wielu religii i wnosi do dyskusji dosyć jednostronny punkt widzenia. Mimo wszystko warto się z nią zapoznać, by — po lekturze — zapisać w notesie własne spostrzeżenia i kontrowersje związane ze sposobem prezentacji tematu. W moim przypadku było ich zdecydowanie więcej niż kontrowersji poruszonych i analizowanych w książce.
Tekst: Ola Pakieła