Z czym kojarzy nam się Algieria? Jednym z nas z pustynią, innym z Islamem, a jeszcze innym z ropą naftową. Niewielu kraj ten kojarzy się z rewolucją i nieustannym dążeniem do wolności, a o tym właśnie jest książka Alice Schwarzer „Moja algierska rodzina”, wydana przez Wydawnictwo Czarne. Autorka wraz z fotografką Bettiną Flitner zabiera nas w sam środek algierskiej rodziny, rozdartej pomiędzy demokratyczną wolnością a islamską niepewnością.
Algieria uzyskała niepodległość w 1962 roku w efekcie wygranej wojny dekolonizacyjnej, która toczyła się pomiędzy Francją a algierskim Frontem Wyzwolenia Narodowego. Ówczesna partia rządząca w Algierii opowiadała się za socjalizmem i wspólną gospodarką. Rządzący stopniowo wdrażali swój plan, aż do lat 80., kiedy to nastąpił skok przyrostu naturalnego, a ceny ropy naftowej, która jest głównym towarem eksportowym kraju, zaczęły gwałtownie spadać. Wtedy uaktywniła się opozycja, która starała się przejąć władzę. Jednym z opozycjonistów był Islamski Front Ocalenia słynący z bardzo radykalnych zasad wywodzących się z Islamu, a jego celem było zbudowanie państwa wyznaniowego. W ramach walki z ówczesnym rządem Islamiści decydowali się oni na organizowanie ataków terrorystycznych wymierzonych w zwolenników aktualnej władzy, obcokrajowców, polityków i innych zwykłych obywateli, którzy mogliby zagrozić powstaniu republiki islamskiej w Algierii. W odpowiedzi na liczne zamieszki Front Wyzwolenia Narodowego w 1988 roku zadecydował o wprowadzeniu demokracji do Algierii, a w 1989 roku zmieniono konstytucję kraju. Dwa lata później odbyły się wybory terytorialne, a potem parlamentarne i w obu zwyciężyli Islamiści. Zwycięzcy chcieli szybko objąć władzę, ale na ich drodze do celu stanęło wojsko, które nie zgadzało się na ich radykalne rządy. Doszło do zamachu stanu i w efekcie do wojny domowej w Algierii, która trwała do 2002 roku i pochłonęła 200 tysięcy ofiar. Okres wzmożonych ataków terrorystycznych w Algierii nazywany jest „czarną dekadą”.
Właśnie w tym bardzo gorącym dla losów państwa czasie, gdzie założenie chusty na głowę oznaczało poparcie dla Islamistów, ale poniekąd gwarantowało bezpieczeństwo i ocalenie życia, wiele osób zdecydowało się na emigrację do Europy. Taki krok poczyniła też algierska dziennikarka Dżamila, która w Niemczech poznała się z autorką książki — Alice Schwarzer. Kobiety zbliżyło podobne, feministyczne spojrzenie na świat i praca. Znajomość zaowocowała wieloma przyjazdami Alice do Algierii, gdzie traktowana była przez bliskich Dżamilii jako członek rodziny. Dzięki temu możemy poznać rozterki dzisiejszych Algierczyków, którzy utknęli gdzieś pomiędzy tradycją a nowoczesnością.
Autorka na pierwszych stronach reportażu opisuje algierskie wesele pełne tradycji niezrozumiałych dla dzisiejszych europejczyków. Podczas tej uroczystości skupia się na kobietach, ich potrzebach i ukrytych pragnieniach. Podpytuje je o aranżowane małżeństwa i to jak sobie z tym radzą, jakie emocje im towarzyszą i co się dzieje, gdy wybrany odgórnie mąż nie spełnia oczekiwań żony. Weselne rozmowy przesycone są goryczą i akceptacją bieżącej sytuacji. Przez większość czasu towarzyszymy przyjaciółce Alice Schwarzer i poznajemy członków jej rodziny. Najpierw skupiamy się na Dżamili, która porzuciła marzenia o własnej rodzinie, na rzecz kariery dziennikarskiej. Była to dość nietypowa decyzja w niespokojnych czasach, gdy demokracja przepychała się w Algierii i Islamistami. Algierka wciąż z ogromnym niepokojem opowiada o strachu, jaki przeżywała, wychodząc codziennie z domu i pokonując drogę do pracy.
Reportaż opisuje losy najbliższych Dżamili z różnych pokoleń, od dojrzałego Zahara prowadzącego własny biznes i wspominającego wojnę dekolonizacyjną, przez Zohrę, która tęskni za latami 70. i wolnością w wyrażaniu poglądów, ubieraniu się i życiu codziennym, po nastolatkę Sarę, która urodziła się pod koniec „czarnej dekady” i żyje w dzisiejszej Algierii, akceptując wszystko i nie rozstając się z Instagramem. Każde z nich toczy walkę ze swoim światopoglądem i algierską tradycją. Jednak każda walka jest na innym poziomie i o innej intensywności. Autorka poświęca każdemu z bohaterów chwilę na rozmowę i obserwacje. Krok po kroku wchodzimy coraz bardziej w głąb algierskiej codzienności, przez którą co jakiś czas przebijają się głosy kobiet, pragnących równego traktowania. Na tle patriarchalnego społeczeństwa poznajemy też dwie silne kobiece osobowości, które stały się bohaterkami narodowymi: Khalidę Toumi zaciekle walczącą z Islamskim Frontem Ocalenia podczas wojny domowej oraz Zohrę Drif, która w kolonialnych latach 50. podłożyła bombę w słynnym wśród obcokrajowców Milk Barze na znak sprzeciwu wobec kolonizacji francuskiej.
Alice Schwarzer koncentruje się głównie na życiu politycznym członków algierskiej rodziny. W reportażu po macoszemu potraktowała elementy kulturowe i tradycyjne, a moim zdaniem ich obecność znacznie wzmocniłaby zrozumienie głównych bohaterów i ich rozterek. Całość utrzymana jest w feministycznym tonie, co niejako narzuca czytelnikowi sposób spojrzenia na opisane historie. Mimo ciężkiego tematu reportaż napisany jest bardzo lekko, ale osobom, które nie znają historii Algierii, może być ciężko wskoczyć w sam środek politycznego zamieszania, o którym pisze autorka.
Książka prowadzi czytelnika po drodze do wolności Algierii, która wiedzie przez wojnę kolonialną, wojnę domową, aż po kres „czarnej dekady”. Na burzliwej drodze stykamy się ze zwykłymi Algierczykami, którzy najbardziej ucierpieli podczas wszystkich niespokojnych lat, bojąc się o własne życie i ograniczając coraz bardziej swoją własną wolność. Dokąd zaprowadzi mieszkańców Algierii droga do ich wolności, której smak poczuli już w 1962 roku? Czy jeszcze wróci do nich równość i swoboda, za którą tak tęsknią?
Tekst: Agnieszka Zieja